Dla wielu z nas migrena to coś więcej niż „tylko” ból głowy. To dni wyjęte z życiorysu, ciemny pokój, cisza i bezsilność, gdy standardowe leki przestają działać. Medycyna zachodnia często rozkłada ręce, oferując jedynie doraźne uśmierzanie bólu. A co, jeśli powiemy Ci, że z punktu widzenia Tradycyjnej Medycyny Chińskiej (TCM) migrena jest „dosyć łatwa” do opanowania?
W naszym gabinecie, opierając się na wiedzy i wieloletniej praktyce doktora Jana Pokrywki, patrzymy na migrenę zupełnie inaczej.
Zagadka naczyniowa: Co łączy migrenę z zimnymi dłońmi?
Doktor Pokrywka w swojej książce „Porozmawiajmy o akupunkturze” stawia fascynującą tezę: Migrena i objaw Raynauda (napadowe blednięcie i marznięcie palców) to tak naprawdę ta sama choroba, tylko umiejscowiona w innym miejscu.
Oba schorzenia polegają na gwałtownym skurczu naczyń krwionośnych.
- W chorobie Raynauda kurczą się naczynia w palcach.
- W migrenie kurczą się naczynia w mózgu.
Dla akupunkturzysty oznacza to jedno: problem leży w Elemencie Drzewa, a konkretnie w zaburzonej energii meridianów Wątroby i Pęcherzyka Żółciowego. To właśnie te szlaki energetyczne odpowiadają za swobodny przepływ krwi i energii. Gdy są zablokowane, powstaje napięcie, które eksploduje bólem.
Historia „Paraliżującej” Migreny (Studium Przypadku)
Aby zrozumieć siłę akupunktury, warto przytoczyć historię jednej z pacjentek doktora Pokrywki. Kobieta zgłosiła się z atakami migreny trwającymi nawet 7 dni. Ból był tak silny, że towarzyszył mu paraliż ręki i zaniki mięśniowe – objawy tak niepokojące, że lekarze podejrzewali guz mózgu.
Po wykluczeniu guza, zastosowano terapię akupunkturową celowaną w meridiany Wątroby i Pęcherzyka Żółciowego. Efekt? Choć migrena nie zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki (choć i tak bywa!), jej ataki stały się rzadsze, krótsze i – co najważniejsze – przestały paraliżować rękę. Pacjentka odzyskała kontrolę nad swoim życiem, a zwykłe leki przeciwbólowe, które wcześniej nie działały, zaczęły przynosić ulgę.
Jak poznasz, że zdrowiejesz? (Prawa Wyleczenia)
W naszym gabinecie nie walczymy z objawami – my przeprowadzamy organizm przez proces zdrowienia. W przypadku migreny jest on niezwykle fascynujący i przebiega zgodnie ze starożytnym Prawem Heringa: „Choroba ustępuje z góry na dół i od wewnątrz na zewnątrz”.
Pacjenci często są zdziwieni, gdy ból głowy mija, ale nagle zaczyna boleć ich… brzuch, potem plecy (“korzonki”), a na końcu duży palec u stopy. Dla nas to powód do świętowania! To znak, że choroba “wychodzi” z ciała. Wyrzucamy ją z najważniejszego organu (mózgu) na peryferie, aż w końcu opuści organizm całkowicie.
Dlaczego warto spróbować?
Wieloletnia praktyka pokazuje, że nie ma przypadku migreny, który nie zareagowałby pozytywnie na akupunkturę. Nawet jeśli całkowite wyleczenie wymaga czasu, uzyskujemy długie okresy bez bólu (remisji), a jakość życia diametralnie się poprawia.
Treści zawarte w niniejszym artykule mają charakter wyłącznie edukacyjny i informacyjny. Wpis opracowano na podstawie książki “Porozmawiajmy o akupunkturze” autorstwa Jana Pokrywki .
